Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grunge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grunge. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2012

Recenzja albumu Pearl Jam "Ten"


01. Once
02. Even Flow
03. Alive
04. Why Go
05. Black
06. Jeremy
07. Oceans
08. Porch
09. Garden
10. Deep
11. Release
12. Alive (live)
13. Wash
14. Dirty Frank

Pearl Jam to amerykański zespół grunge'owy z Seattle, założony w 1990 roku. "Ten" [1991] to ich debiutancki album. Zespół znam stąd, że był "wrogiem" Nirvany, a właściwie Kurta Cobaina. Nie będę się wgłębiać w relacje między tymi dwoma zespołami, ale skupię się na twórczości Pearl Jamu. Muszę przyznać, że po przeczytaniu biografii Kurta nie byłam chętna do poznawania muzyki tego zespołu, ale po usłyszeniu kilku piosenek moja opinia zmieniła się o 180 stopni.

Album otwiera kawałek Once, który przedstawia klimat płyty, czyli mocne, grunge'owe brzmienie, któremu nie brak melodii. Sam kawałek bardzo mi się podoba. Even Flow mogę nawet nazwać przyjemnym; utwór jest bardziej pozytywny niż poprzedni. Alive to chyba najbardziej znany numer Pearl Jamu. Bardzo dokładnie słychać tutaj głęboki głos Eddiego Veddera. Utwór brzmi naprawdę świetnie, szczególnie że nie jest melancholijny, jak to w zwyczaju mają grunge'owe kawałki. Na początku Why Go słychać dobry, porządny bit, a potem wchodzi reszta. Przy refrenie głos Veddera kojarzy mi się z głosem Cobaina, ale to tylko chwilowe wrażenie. Black to kolejny dobry numer, chociaż nie należy do moich ulubionych. Z kolei  Jeremy jak najbardziej zalicza się do moich ulubionych, ma świetne brzmienie. Piosenka opowiada o gnębionym chłopcu. Oceans to chyba najspokojniejszy kawałek na płycie. Niespecjalnie się wyróżnia, ale nie potrafię powiedzieć o nim nic złego. 
Mój ulubiony numer to Garden. Jest dość melancholijny, ale uważam, że słuchając go można poczuć atmosferę i klimat Seattle. Deep, Release i Wash aż tak bardzo nie zapadają w pamięć, ale nie znaczy to, że są gorsze. Ostatni kawałek Dirty Frank to bardzo dobry koniec; utwór jest naprawdę genialny. Kojarzy mi się trochę z "Give It Away" Red Hot Chili Peppers, ale ma zupełnie inny refren, więc piosenka przybrała unikalne brzmienie - odcina się na tle typowo grunge'owych numerów.


"Ten" to mocny, porządny debiut. Pearl Jam odwalił kawał dobrej roboty. Uważam, że zespół świetnie zaprezentował swoje specyficzne brzmienie, które jak najbardziej może zachwycić wielbicieli muzyki rockowej. Utwory są utrzymane w bardzo podobnej stylistyce, lecz się od siebie różnią. Każdy jest świetny na swój sposób. Album jest dopracowany i chyba mogę określić go dosyć tajemniczym. Krążek ma już 21 lat, ale myślę, że za kolejne 20 nie straci na wartości.
Moja ocena: 10/10.

***
Even Flow [posłuchaj]
Jeremy [posłuchaj]
Garden [posłuchaj]
Dirty Frank [posłuchaj]

niedziela, 26 sierpnia 2012

Recenzja albumu Nirvany "Nevermind"



01. Smells Like Teen Spirit
02. In Bloom
03. Come As You Are
04. Breed
05. Lithium
06. Polly
07. Territorial Pissings
08. Drain You
09. Lounge Act
10. Stay Away
11. On A Plain
12. Something In The Way

Wszyscy chyba znają legendarną Nirvanę. "Nevermind" (1991)  to druga płyta zespołu, która przyniosła najwięcej rozgłosu i sławy. Muzyka Nirvany jest ogólnie dość ciężka i głośna, ale nie brak temu wszystkiemu melodii.

Pierwszy utwór to Smells Like Teen Spirit - najbardziej znana piosenka Nirvany. Ma dobre brzmienie, ale jeśli chodzi o słuchaczy, to jest pospolita. Niektórzy uważają się za fanów tego zespołu, znając tylko Teen Spirit, a ja tego nie popieram. Dwójka to In Bloom - na początku Kurt spokojnie śpiewa, a zaraz potem śpiew przeradza się w krzyk. Taki schemat (zwrotka - śpiew, refren - krzyk) jest typowy dla Nirvany. Potem mamy Come As You Are - chyba mój ulubiony kawałek z "Nevermind". Najpierw słyszymy bas, co jest miłym początkiem. Wokal - tutaj Kurt nie krzyczy aż tak bardzo, ale dobrze słychać jego chropowaty głos. Tekst piosenki zachwyca mnie swoją prostotą, bardzo mi się podoba. Czwórka to Breed - jest głośniejsza i szybsza od poprzedniej. Tutaj najbardziej podoba mi się refren. Następny utwór to Lithium - początek jest spokojny, zaczyna się słowami: I'm so happy, 'Cause today I found my friends, They're in my head (PL: Jestem tak szczęśliwy, Bo znalazłem moich przyjaciół, Są w mojej głowie). I pomiędzy spokojnie zaśpiewanymi zwrotkami słyszymy wrzask. Polly to niezwykle spokojna piosenka. Słyszymy tylko wokal i gitarę. Ma własną magię. Territorial Pissings - piosenka prawie w całości wykrzyczana; szybka i głośna. Drain You - utwór trochę wolniejszy od poprzedniego, Kurt już tak bardzo nie wrzeszczy. Dziewiątka to Lounge Act - przyjemna piosenka, również głośna, też ma swój klimat. Stay Away to szybki utwór; zwrotki są zaśpiewane, a refren wykrzyczany. On A Plain - jedna z klasycznych piosenek Nirvany. Ostatnie na krążku jest Something In The Way - Kurt napisał ten utwór będąc bezdomnym (był taki krótki okres w jego życiu). Piosenka bardzo mi się podoba; jest naprawdę spokojna.

Wokalista i gitarzysta Kurt Cobain (1967-1994 +) jest przykładem prawdziwego artysty. Jego piosenki są naprawdę szczere, z głębi serca. Basista Krist Novoselic jest świetny, a Dave Grohl jest najlepszym perkusistą, jakiego miała Nirvana. "Nevermind" to głośny, dosyć szybki album, który był odzwierciedleniem uczuć młodzieży lat 90 z problemami. Owa młodzież znalazła zrozumienie w muzyce Kurta, który również przeżył piekło będąc nastolatkiem.
Moja ocena: 10/10. Polecam!