Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hard rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hard rock. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2013

Recenzja albumu Rage Against The Machine "Rage Against The Machine"



01. Bombtrack
02. Killing In The Name
03. Take The Power Back
04. Settle For Nothing
05. Bullet In The Head
06. Know Your Enemy
07. Wake Up
08. Fistful Of Steel
09. Township Rebellion
10. Freedom

Pewnie niewielu z was mówi coś nazwa Rage Against The Machine. Jest to amerykański zespół, który w latach 90. był jedną z najważniejszych grup rapcore'owych. Muzyka RATM to zręczna mieszanka rapu, hard rocka, metalu i funku. W skład grupy wchodzą: Zack de la Rocha (wokal), Tom Morello (gitara), Brad Wilk (perkusja), Tim Commerford (gitara basowa). Dzisiaj zrecenzuję debiutancki album zespołu, "Rage Against The Machine" [1992].

Album otwiera wybuchowy utwór Bombtrack, który świetnie oddaje klimat płyty. Od razu rzuca się w oczy, a raczej w uszy, charakterystyczny głos Zacka de la Rochy, który idealnie dopełnia melodię. Moją uwagę przykuła również pewność, z jaką zespół posługuje się instrumentami; w efekcie otrzymujemy bardzo solidne brzmienie. Dzięki Killing In The Name poznałam RATM, więc jest to dla mnie najbardziej sentymentalna piosenka. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam ten utwór, zaskoczyła mnie agresja, z jaką kawałek został zaśpiewany. Bardzo mocne, solidne brzmienie. Aż napełnia słuchacza buntowniczą energią. Wbrew pozorom utwór jest bardzo chwytliwy, a refren jest naprawdę niesamowity. Take The Power Back zaczyna się spokojnie, niepozornie, a potem następuje wybuch melodii. Utwór brzmi nieco pozytywniej niż poprzedni, aczkolwiek jest równie buntowniczy. Settle For Nothing wyróżnia się na tle innych. Na początku utworu wokalista spokojnie mówi, co jest do niego w ogóle niepodobne, potem dopiero zaczyna wrzeszczeć, jak na niego przystało. Settle For Nothing to bardzo specyficzny utwór, nie tylko ze względu na inne wykorzystanie wokalu, ale też ze względu na brak powtarzającej się melodii w systemie zwrotka-refren. Razem z Killing In The Name, Bullet In The Head to moje ulubione utwory. Kawałek zawiera elementy funku, co brzmi naprawdę zniewalająco. Jakby tego było mało, utwór jest jeszcze bardzo chwytliwy. Gitara brzmi tutaj rewelacyjnie, a wokal jest naprawdę godny uwagi. Pod koniec słychać szept de la Rochy, a za chwilę wokalista zaskakuje słuchacza agresywnymi, buntowniczymi krzykami. Know Your Enemy, piosenka jedna z moich ulubionych, również ma funkowy posmak, jednak tylko na początku, bo funkowe elementy zaraz zamienione są na mocniejsze akcenty. W połowie utworu muzycy zaczynają szeptać, co w efekcie brzmi doskonale. Ponadto kawałek jest bardzo chwytliwy. Przejdę od razu do ostatniego utworu. Freedom to ciekawe nagranie - kilkakrotnie zmienia się w nim melodia. Wokalista raczy tutaj słuchaczy bardzo agresywnymi okrzykami, godnymi Kurta Cobaina. Utwór to dobre zwieńczenie albumu.


Album "Rage Against The Machine" zmienił nieco moje zdanie na temat muzyki, a mam na myśli to, że poszerzył moje pojęcie o muzyce rockowej. Wniósł też dużo świeżości do muzyki, której słucham na co dzień. Zespół pokazał na co go stać, a wynika z tego, że na bardzo wiele. Wokalista klnie jak szewc, ale muszę przyznać, że ten element naprawdę tu pasuje. Z ich muzyki wylewa się energia, nie da się spokojnie siedzieć. Dla ich brzmienia charakterystyczny jest również bunt. Teksty nie są płytkie - najczęściej poruszają tematy polityczne. Treść robi jeszcze większe wrażenie, kiedy zostaje wykrzyczana przez de la Rochę. Ogólnie rzecz biorąc, album jest naprawdę imponujący i warty przesłuchania. Po tak mocnym debiucie z chęcią sięgnę po kolejne płyty zespołu.
Moja ocena: 10/10.

środa, 17 kwietnia 2013

Recenzja albumu AC/DC "High Voltage"


01. It's A Long Way To The Top (If You Wanna Rock 'N' Roll)
02. Rock 'n' Roll Singer
03. The Jack
04. Live Wire
05. T.N.T.
06. Can I Sit Next To You Girl
07. Little Lover
08. She's Got Balls
09. High Voltage

AC/DC to jeden z tych legendarnych zespołów rockowych, których twórczość miała wpływ na miliony fanów. Dzisiaj zrecenzuję ich pierwszy ogólnoświatowy krążek, "High Voltage" [1976]. Przed wydaniem tego albumu na całym świecie, w Australii (skąd pochodzi zespół) ukazały się wcześniej dwa krążki, "High Voltage" oraz "T.N.T.". Ogólnoświatowa wersja płyty "High Voltage" łączy w sobie niektóre utwory ze swoich australijskich poprzedniczek.

Album otwiera It's A Long Way To The Top (If You Wanna Rock 'N' Roll). Utwór dobrze oddaje klimat krążka. Jest dynamiczny, dobrze słychać wszystkie instrumenty, przy czym wpada w ucho. Naprawdę udany kawałek. Mając za sobą taki początek, chętnie słuchałam dalej. Jedyne, czego nie odebrałam w pełni pozytywnie to dudy, które gdzieniegdzie się pojawiają. Jednak przez to że ja się troszkę czepiam nie można odmówić piosence przebojowości. Potem mamy równie chwytliwe Rock 'n' Roll Singer. Tak jak przy poprzednim utworze, zachwyciły mnie gitarowe riffy. Naprawdę świetnie komponują się z resztą. Co do wokalu, na początku głos Bona Scotta był mi całkowicie obojętny, ale kiedy się do niego przyzwyczaiłam, zaczął mi się szczerze podobać. Kolejny utwór, The Jack, o bluesowym rytmie, oczarował mnie już mniej. Zapewne dlatego, że w refrenie są wielokrotnie powtarzane te same słowa. Muszę jednak wspomnieć, że do tego kawałka głos Scotta pasuje idealnie. W sumie całość można uznać za udaną. Kolejny numer to Live Wire. Musiałam się z nim trochę osłuchać. Po jakimś czasie naprawdę go polubiłam. Następnie mamy jeden z największych przebojów zespołu - T.N.T. Jest to jeden z tych uzależniających kawałków, które cały czas słyszysz w głowie. Refren jest tutaj niezwykle chwytliwy. Cała piosenka jest dosyć zróżnicowana - na początku i pod koniec słyszymy krzyki muzyków, potem świetne zwrotki i rewelacyjny refren. Wiem, że to dopiero połowa płyty, ale T.N.T. przypieczętowało tylko moje zadowolenie z sięgnięcia po album "High Voltage".  W Can I Sit Next To You Girl urzekło mnie brzmienie gitar. Little Lover ma osobliwą atmosferę. Kiedyś żona Scotta poprosiła go, by napisał o niej piosenkę. Napisał więc She's Got Balls (PL: Ona ma jaja), za co ta się z nim rozwiodła. Biorąc pod uwagę samo brzmienie utworu, jest dobry, choć nie zalicza się do moich ulubionych. Na koniec zaserwowano słuchaczom piosenkę tytułową, High Voltage. Jak na moje oko, jest podobna do tych z początku. Brzmi naprawdę świetnie.

Długo się nad tym zastanawiałam, i doszłam do wniosku, że na każdym kroku zachwyca mnie prostota ich muzyki. Bardzo proste a jednak genialne. Nie mam najmniejszych wątpliwości co do talentu członków AC/DC. Muszę wyróżnić gitarzystę, Angusa Young'a. Słychać, że facet wie, co robi. Słabych punktów na krążku jest niewiele. Co tu dużo mówić, klasyka rocka.
Moja ocena: 9/10.

piątek, 16 listopada 2012

Recenzja albumu Guns N' Roses "Appetite For Destruction"


01. Welcome To The Jungle
02. It's So Easy
03. Nightrain
04. Out Ta Get Me
05. Mr. Brownstone
06. Paradise City
07. My Michelle
08. Think About You
09. Sweet Child O' Mine
10. You're Crazy
11. Anything Goes
12. Rocket Queen

Guns N' Roses to (moim zdaniem) jeden z najlepszych zespołów rockowych w historii. Zespół został założony w 1985 i działa do teraz, ale obecnie jego skład jest, hmm... beznadziejny. Z oryginalnego składu został tylko wokalista, Axl Rose. Bez Slasha i reszty Gunsi nie istnieją. Nie wiem, dlaczego jeszcze nie zakończyli swojej działalności, po co to jeszcze ciągnąć. Oczywiście zespół w starym składzie [Axl Rose (za którym nie przepadam) - wokal, Slash - gitara prowadząca, Izzy Stradlin (którego lubię najbardziej) - gitara rytmiczna, Duff McKagan - gitara basowa, Steven Adler - perkusja] należy do moich ulubionych.
"Appetite For Destruction" [1987] to ich debiutancki krążek. Niedawno miałam na niego fazę, chociaż już mi przeszło, ale płyta nadal bardzo mi się podoba. Debiuty nie zawsze są dobre, ale "Appetite..." lubię najbardziej z całej ich dyskografii, bo ma w sobie to coś, co wyróżnia Gunsów.

Album otwiera Welcome To The Jungle - naprawdę dobry utwór o świetnym brzmieniu. Już na wstępie słychać, że chłopaki są zgrani i wszyscy razem się dopełniają. Piosenka świetna na początku, jak i na końcu, nie wspominając o jej całej, 4-minutowej świetności. Każdy instrument brzmi tutaj na swój sposób najlepiej. Dodam, że głos Axl'a może wkurzać, chociaż jest dobry. Drugi numer to It's So Easy. Tutaj głos Axl'a jest godny pochwały, bo koleś się nie drze. Jego wokal brzmi tutaj naprawdę genialnie. Utwór, o dziwo, ma wolniejsze partie. Cały kawałek jest świetny. Nightrain - początek utworu jest doskonały... nie. Cały utwór jest doskonały (chociaż zwrotki podobają mi się bardziej niż refren). Pominę jeden kawałek i przejdę do następnego. Mr. Brownstone - utwór tak genialny, doskonały i niesamowity, że aż nie sposób opisać go słowami. Po prostu trzeba posłuchać. Wstęp do tej piosenki jest rewelacyjny, a sam kawałek to coś wspaniałego. Ten tekst, ta melodia - oba strasznie wpadają w ucho. Autorami piosenki są Izzy i Slash, za co można im tylko dziękować i gratulować.
***
Następny utwór to Paradise City. Kolejny rewelacyjny numer. Trwa 6 minut, ale przesłuchanie go to świetne zagospodarowanie czasu. Brzmienie gitary i perkusji na początku to czad. Zwrotki i (trochę lepszy) refren brzmią genialnie, a w solówce pod koniec Slash przeszedł samego siebie. Teraz pominę dwa numery i przejdę od razu do jednego z największych hiciorów, czyli Sweet Child O' Mine. Początek tej genialnej piosenki odegrany na gitarze jest bardzo charakterystyczny. Ogółem Slash daje tutaj dowód, że jest solowym wymiataczem. Ale reszta zespołu również daje czadu.

Podsumowując, "Appetite..." to świetny debiut i (moim zdaniem) najlepszy krążek Gunsów. Zaprezentowali swój własny styl i brzmienie, co jak najbardziej wyszło na dobre dla muzyki rockowej. Na krążku jest kilka numerów, które trochę się zlewają lub które lubię mniej (Out Ta Get Me, My Michelle), ale ogólnie albumem można się bardzo zadowolić. A co do zespołu, to strasznie mi szkoda, że oryginalny skład nie utrzymał się do teraz... Np. taki Izzy był przy zakładaniu Gunsów, a opuścił zespół pierwszy.
Moja ocena: 8,5/10.