czwartek, 21 lutego 2013

"What a Wonderful World"

Zapewne wszyscy dobrze znają ponadczasowy utwór "What a Wonderful World". Jako pierwszy wykonywał go Louis Armstrong, więc można powiedzieć, że jego wersja jest oryginałem (chociaż z drugiej strony każda interpretacja jest na swój sposób oryginałem). Piosenka została napisana specjalnie dla Armstronga przez Boba Thiele i George'a Davida Weissa. Tym dwóm panom należą się gratulacje za tak wspaniały utwór.
W latach swojego powstania, czyli w latach 60-tych piosenka ta nie stała się popularna w USA, chociaż miała na celu zmieniać społeczeństwo właśnie tam. Za to zyskała pierwsze miejsce na brytyjskiej liście przebojów.
Po jakimś czasie utwór zaczął ponownie zyskiwać popularność, a wtedy zaczęto często wykorzystywać go w ścieżkach dźwiękowych do filmów oraz coverować. W dzisiejszej notce chcę skupić się głównie na coverach.

"What a Wonderful World" w różnych wykonaniach (wybrałam te najciekawsze):

- Louis Armstrong [oryginał]



wtorek, 12 lutego 2013

Recenzja albumu LMFAO "Sorry for Party Rocking"


01. Rock The Beat II
02. Sorry For Party Rocking
03. Party Rock Anthem Feat. Lauren Bennett & GoonRock
04. Sexy And I Know It
05. Champagne Showers Feat. Natalia Kills
06. One Day
07. Take It To The Hole Feat. Busta Rhymes
08. Best Night Feat. will.i.am, GoonRock & Eva Simons
09. All Night Long Feat. Lisa
10. With You

Myślę, że wszyscy kojarzą LMFAO, ale tak dla przypomnienia dodam, że duet ten tworzą Redfoo i jego kuzyn, SkyBlu. LMFAO powstało w 2007 roku, a debiutancki krążek wydali w 2009. Dzisiaj opowiem o ich drugim albumie, czyli "Sorry for Party Rocking" [2011], dzięki któremu duet zyskał międzynarodową sławę. Dodam jeszcze, że kuzyni określili styl swojej muzyki "imprezowym rockiem". Jak na moje oko, z rockiem nie ma to nic wspólnego.

Album otwiera intro Rock The Beat II - muszę przyznać, że LMFAO "do twarzy" jest z tak uderzającą ilością elektroniki. Następnie mamy jeden z czterech singli, czyli Sorry For Party Rocking. Jest to jeden z najbardziej znanych i najbardziej rozpoznawalnych utworów duetu. Spełnia swoją rolę, czyli zachęca do dalszego przesłuchiwania płyty. Trójka to kolejny singiel i kolejny hit - Party Rock Anthem. Tutaj kuzynom towarzyszyli w studio Lauren Bennett i ich producent, GoonRock. Piosenka jest niezwykle chwytliwa i nawet mi, która bawi się w ogóle nie w tych klimatach, słuchanie jej sprawia przyjemność. Kolejny utwór to Sexy And I Know It - swego czasu kawałek zakotwiczył się w mózgach milionów ludzi. Jestem pewna, że duża część społeczeństwa miała taki moment, kiedy Sexy And I Know It uparcie siedziało w głowie. Cóż, piosenka jest bardzo chwytliwa, więc nie można było przejść koło niej obojętnie. Piąty kawałek i ostatni singiel to Champagne Showers, w którym do LMFAO dołączyła Natalia Kills. I znów piosenka, od której nie można się uwolnić ;). Szczerze, nie przepadam za muzyką, gdzie elektronika jest daniem głównym, ale LMFAO to zdecydowanie wyjątek. Tutaj w dużej mierze elektronika sprawia, że duet ma własny styl. A wyróżnianie się to moim zdaniem też ważna sprawa. Poza singlami następne, co wpadło mi w ucho to Take It To The Hole. Zwróciłam na to uwagę m.in. dlatego, że refren to ciągłe powtarzanie zdania "Take It To The Hole", ale też ze względu na "wciągającą", elektroniczną melodię w tle. Cóż, bardzo chwytliwe. Tutaj skończę opisywanie utworów i przejdę od razu do podsumowania.

Ogólnie "Sorry for Party Rocking" to udana płyta. Nie wniosła do mojego życia czegoś niezwykłego, ale dobrze się przy niej bawiłam. LMFAO wykreowali swój własny styl, a ich muzyce nie można odmówić przebojowości. Obawiam się jednak, że omawiany dzisiaj krążek nadaję się tylko na imprezy itp. No ale taka muzyka też jest światu potrzebna, a Redfoo i SkyBlu dobrze się w tych klimatach poruszają, więc efekt jest pozytywny.
Moja ocena: 6/10.

środa, 30 stycznia 2013

Recenzja albumu Ke$hy "Animal"


01. Your Love Is My Drug
02. Tik Tok
03. Take It Off
04. Kiss N Tell
05. Stephen
06. Blah Blah Blah Feat. 30H!3
07. Hungover
08. Party At A Rich Dude's House
09. Backstabber
10. Blind
11. Dinosaur
12. Dancing With Tears In My Eyes
13. Boots & Boys
14. Animal

A teraz coś z zupełnie innej beczki, czyli recenzja (debiutanckiej) płyty Ke$hy "Animal" [2010]. Sama nawet nie wiem, co mnie skłoniło do tak masochistycznego czynu, jak przesłuchanie jej płyty w całości. Podobno ten nowy krążek jest gorszy, ale dla mnie Kesha to Kesha, więc każda płyta jest taka sama. Cóż, ta wokalistka się nie rozwija, więc można się po niej spodziewać czegoś, co już było, albo czegoś jeszcze gorszego.

Pierwszy utwór na "Animal" to Your Love Is My Drug. Można powiedzieć, że to klasyczna popowa piosenka, biorąc pod uwagę dzisiejszy pop. Refren jest chwytliwy, a jakże, jednak dość drażniący. Dwójka to to nieszczęsne Tik Tok, do którego dwa lata temu przyczepiły się stacje radiowe. Przypuszczam, że to utwór, który najbardziej kojarzy się z Keshą. Piosenka jest znośna, przeciętna, i o wiele bardziej chwytliwa niż poprzednia. Co za komercja... Gdyby to jeszcze miało jakieś przesłanie, albo chociaż jakiś w miarę sensowny tekst... Czy to naprawdę zbyt wiele?... Ku mojemu zdumieniu Kesha brała udział w tworzeniu każdego numeru na "Animal". Myślałam, że to również robią za nią inni ludzie. Trzeci utwór i zarazem trzeci singiel to Take It Off. Zaczyna się nieprzyjemnie - za duża dawka elektroniki. Ale potem jest lepiej. Piosenka nie jest taka zła. Moim zdaniem najlepszy z czterech singli. Kiss N Tell... włączam... i mi się odechciewa. A podobno to punk jest męczącą muzyką... Tych, którzy tak sądzą zapraszam do posłuchania Kiss N Tell, a potem jeszcze kilku kawałków Keshy. W tym momencie mam ochotę krzyknąć "Co to jest?!". Jednak powstrzymam emocje i napiszę, co mi się nie podoba. Kiss N Tell brzmi strasznie plastikowo. Za dużo elektroniki, poza tym piosenka się niczym pozytywnym nie wyróżnia. Traktuję ją jako wypełniacz, więc nie warto poświęcać jej dużo uwagi. Kolejny kawałek to Stephen. Muszę przyznać, że przykuł moją uwagę. Piosenkę rozpoczyna Kesha z chórkiem. Na szczęście bez zbędnej elektroniki (która i tak pojawi się potem). Elektroniki nie ma tu tak dużo, jednak czepiam się treści tej piosenki. Tekst godny pożałowania. Szósty kawałek i ostatni singiel to Blah Blah Blah. Tutaj towarzyszy Keshy grupa 30H!3. Prawie wcale nie słychać obecności tego zespołu, więc w ogóle mogli sobie to podarować. Ogółem Blah Blah Blah to chwytliwy, lecz w gruncie rzeczy przeciętny kawałek. Nie będę rozpisywać się na temat reszty piosenek, bo są bardzo podobne.

Podsumowując, album "Animal" nie jest świetny, ale też nie jest najgorszy. Jest kilka piosenek, których da się słuchać ("Take It Off", "Stephen"), ale przeważają te ledwo znośne ("Your Love Is My Drug", "Kiss N Tell"). Album jest przeciętny (o ile nie gorszy). Da się przesłuchać cały od początku do końca, chociaż są momenty, w których przydałoby się wyłączyć odtwarzacz. W muzyce Keshy widać wyraźny przerost formy nad treścią. Za dużo tutaj elektroniki, która jest "daniem głównym", a nie ozdobnikiem. Można było jeszcze trochę popracować nad treścią piosenek, bo teksty, które są tutaj zaprezentowane są godne pożałowania. Ogólnie twórczość Keshy jest dość infantylna, więc co to dużo mówić.
Moja ocena: 3/10.

wtorek, 22 stycznia 2013

Liebster Award

Zostałam nominowana do Liebster Award przez http://tylkotakethat.blogspot.com/, za co bardzo dziękuję. Liebster Award ma na celu zwiększyć liczbę obserwatorów na blogach. Polega to na tym, że nominowana osoba musi odpowiedzieć na pytania z bloga, który ją nominował. A potem nominowana osoba musi nominować 11 blogów i zadać im 11 pytań.


sobota, 19 stycznia 2013

Recenzja albumu The Ramones "Ramones"


01. Blitzkrieg Bop
02. Beat On The Brat
03. Judy Is A Punk
04. I Wanna Be Your Boyfriend
05. Chain Saw
06. Now I Wanna Sniff Some Glue
07. I Don't Wanna Go Down To The Basement
08. Loudmouth
09. Havana Affair
10. Listen To My Heart
11. 53rd & 3rd
12. Let's Dance
13. I Don't Wanna Walk Around With You
14. Today You Love, Tomorrow The World

The Ramones to amerykański zespół punkrockowy, który rozpoczął swoją działalność w 1974 roku w Nowym Jorku, skąd pochodzą wszyscy członkowie grupy. Za czasów debiutanckiego albumu "Ramones" [1976], który dzisiaj zrecenzuję, zespół przedstawiał się w takim oto składzie: Joey Ramone - wokal, Johnny Ramone - gitara, Dee Dee Ramone - gitara basowa i Tommy Ramone - perkusja. Trudno nie zauważyć podobieństwa w ich pseudonimach scenicznych: wszyscy używali nazwiska Ramone, a zainspirował ich do tego (mój ulubieniec) Paul McCartney, który za czasów Beatlemanii meldował się w hotelach, podając nazwisko Ramone.
Ramonesi byli jednym z zespołów, które szerzyły ideę punk rocka w Stanach Zjednoczonych, chociaż właściwie punk jest brytyjski. Nie twierdzę jednak, że amerykańscy Ramonesi źle się w tym gatunku spisują.

Pierwszy utwór, Blitzkrieg Bop idealnie oddaje klimat i charakter całego albumu. W piosence są zachowane typowe dla punk rocka proporcje - szybki bit, "szarpana" gitara i szybkie tempo - a całość ma pozytywne brzmienie, co razem daje przyjemne (w dużej mierze zależy to od gustu!), energiczne połączenie. Oprócz tego Blitzkrieg Bop rozpoczyna kultowy okrzyk "Hey! Ho! Let's Go!". Muszę na początku wspomnieć, że kawałki Ramonesów trwają lekko ponad dwie minuty, więc nie są zbytnio rozbudowane, ale wpadają w ucho z niezwykłym rozmachem, a w moim przypadku potrafiłam słuchać jednej ich piosenki przez pół dnia. Od razu uprzedzam, że trudno się od nich uwolnić! Drugi utwór, Beat On The Brat niezwykle przypadł mi do gustu. Zapewne ze względu na to, że jest dość unikalny, nawet w ogólnym repertuarze The Ramones [niektórzy twierdzą, że każdy ich utwór jest taki sam, ale to błędne twierdzenie]. Beat On The Brat brzmi klasycznie dla tego zespołu, jednak jest bardziej "rymowane", co daje ciekawy efekt. Judy Is A Punk to jeden z kilku utworów, dzięki którym ta nowojorska grupa zyskała fanów i sławę. Trwa 1:32 min., ale kawałek jest kultowy. Przejdę od razu do szóstki, czyli Now I Wanna Sniff Some Glue. Jest to pierwsza piosenka Ramonesów, którą poznałam. Składa się z prostej melodii i czterech linijek równie prostego tekstu [Now I wanna sniff some glue, Now I wanna have somethin' to do, All the kids wanna sniff some glue, All the kids want somethin' to do], który powtarza się kilka razy. Piosenka trwa około minutę i pół, ale mnie się szczerze podoba. Przejdę od razu do dwunastki, czyli 53rd & 3rd. Jest to najbardziej znany utwór z tych napisanych przez basistę [Dee Dee Ramone]. Jest jednym z tych bardziej "rymowanych", a w środku utworu wokal na moment przejmuje Dee Dee, chociaż nie jestem pewna, czy piosenka na tym skorzystała.

Utwory The Ramones zaczynają się podobnie (ba, prawie identycznie), ale w rzeczywistości są różne. Musiałam o tym wspomnieć, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Uważam, że powtarzalność jest jedną z cech punk rocka, więc się tego nie czepiam. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to wszystko jest tak banalne, że nie ma wartości. Kawałki są bardzo spójne (można by rzec, że aż za bardzo), ale jest w nich zachowane unikalne brzmienie Ramones. Każda piosenka składa się z kilku prostych gitarowych riffów, szybkiego bitu i dość chwytliwej melodii, a co do wokalu, hmm, Joey Ramone w większości wykrzykuje teksty i to bardzo niewyraźnie, ale jest to bardzo wyjątkowe. Takich zespołów już niestety nie zobaczymy. Punk rock jest prosty nie tylko w warstwie muzycznej jak i lirycznej, ale ma przekaz. Teksty mogą wydawać się bezsensowne, ale mają w sobie to coś, z resztą tak jak wokal. Ogółem swoista, wyjątkowa muzyka oraz zespół. Muszę na koniec dodać, że album stał się klasykiem, więc warto go znać.
Moja ocena: 9/10.


***