środa, 25 lipca 2012

Recenzja albumu Amy Winehouse "Lioness: Hidden Treasures"


01. Our Day Will Come
02. Between the Cheats
03. Tears Dry (Original Version)
04. Will You Still Love Me Tomorrow? (2011)
05. Like Smoke Feat. Nas
06. Valerie (68' Version)
07. The Girl from Ipanema
08. Half Time
09. Wake Up Alone (Original Recording)
10. Best Friends, Right?
11. Body and Soul with Tony Bennett
12. A Song for You

Pośmiertny album Amy Winehouse, składający się z coverów znanych piosenek i jej własnych utworów w oryginalnych wersjach, które nie zostały opublikowane. Płytę wydali wieloletni producenci Amy, Mark Ronson i Salaam Remi. Myślę, że taki krążek to świetne zwieńczenie krótkiej kariery Amy, bo niestety już nigdy nie dostaniemy od niej nowego materiału.
  
Our Day Will Come jest jednym z moich ulubionych utworów na płycie. Na niesamowite brzmienie nagrania składa się świetna gra sekcji rytmicznej i dętej, chórki oraz oczywiście ponadczasowy głos Amy. Utwór jest bardzo przyjemny dla ucha i nie sposób się nim znudzić. Between the Cheats jest spokojniejsze, ale to nie znaczy, że mniej atrakcyjne. Chórki są bardzo ważnym elementem utworu, choć tu też doskonale słychać niezwykłe możliwości wokalistki. Tears Dry to oryginalna wersja Tears Dry On Their Own. Jest o wiele wolniejsza od tej, którą znamy z "Back To Black". Jest przyjemna, aczkolwiek nie tak czarująca jak późniejsza wersja. Will You Still Love Me Tomorrow? to piosenka z filmu Dirty Dancing, który z tego co wiem, był ulubionym filmem Amy. Utwór został nagrany w zwolnionym tempie, dzięki czemu artystka mogła znów się popisać swoimi zdolnościami wokalnymi. Like Smoke na początku wydaje się zwykłą piosenką w stylu panny Winehouse - o ile piosenki w jej stylu można nazwać zwykłymi - ale zaraz potem słyszymy rapującego czarnoskórego rapera, o pseudonimie Nas. W tym utworze Amy zajęła refreny, a Nas zwrotki. Takie zgrabne połączenie retro brzmienia z czarnym rapem jest niezwykle pomysłowe, ponieważ sprawia, że album nie jest taki jednolity. Valerie (68' Version) to kolejny utwór, zaliczający się do moich ulubionych, nie tylko na tym krążku, ale również w całej twórczości wokalistki. Z tego co wiem, Amy nagrała trzy wersje piosenki Valerie. Jedna wersja znajduje się na płycie Frank, druga to ta, a trzecia jest nagrana z Markiem Ronsonem, chociaż on nie bierze udziału w jej bezpośrednim wykonaniu. Valerie 68' jest fantastycznie zaaranżowana i oczywiście genialnie wykonana. The Girl from Ipanema... I znów perełka. Najprawdopodobniej utwór był dla Amy bardzo ważny, ze względu na Franka Sinatrę, którego tak uwielbiała. Utwór jest wyjątkowo przyjemny dla ucha. Podoba mi się tu gitara, perkusja, i lekkość, z jaką Amy śpiewa. Pod koniec piosenki wokalistka ma dosyć nietypowe solo. Half Time to bardzo spokojna piosenka (żeby nie powiedzieć, że przynudza). Niestety, z pozostałych wyróżnia się tylko tym, że jest bardziej monotonna. Ale nie jest zła. Wake Up Alone jest dla mnie bardzo wzruszające. Zdarza mi się nawet czasem uronić łzę. Jej wersja z "Back To Black" jest nieco szybsza, a tutaj zespół ograniczył się tylko do delikatnej gry perkusji i gitary akustycznej. Best Friends, Right? jest piosenką żwawszą, a więc odmianą po chwili wytchnienia. Co tu dużo mówić, melodia rewelacyjna, wokal ponadczasowy. Czego więcej można chcieć? Body and Soul to wolna i przyjemna piosenka w wykonaniu Amy i Tonego Bennett'a. Ich głosy świetnie się dopełniają, a w tle przygrywa im fortepian i delikatna perkusja. A Song for You - tu panna Winehouse też popisała się wokalnie, ale za tą piosenką nie przepadam. Mogę ją określić jako "najcięższą" na tym albumie, jeśli nie w całej karierze Amy. Nie jest zła, ale bywało lepiej.

"Lioness: Hidden Treasures" to album-perełka. Pomimo, że został wydany, kiedy Amy już tutaj nie było, słuchając go, można dostrzec, jaka naprawdę była osobą. Widać, że jazz był jej życiem. Że w retro brzmieniach czuła się jak ryba w wodzie. I w takim wydaniu najbardziej ją lubię. Album jest doskonały - myślę, że zachwyci nawet najbardziej wymagającego słuchacza, a już na pewno powali na kolana fana muzyki Amy. Polecam z całego serca!
Moja ocena: 10/10.

***

5 komentarzy:

  1. Ciekawa płyta, jednak ja osobiście wolę Back to Black. Szkoda, że Amy już z nami nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęciłaś mnie do przesłuchania:)

    Zapraszam na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  3. NN na: http://ania-and-amanda.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na nową recenzję i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. NN na: http://ania-and-amanda.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń