piątek, 4 stycznia 2013

Recenzja albumu Kasabian "Velociraptor!"


01. Let's Roll Just Like We Used To
02. Days Are Forgotten
03. Goodbye Kiss
04. La Fée Verte
05. Velociraptor!
06. Acid Turkish Bath (Shelter From The Storm)
07. I Hear Voices
08. Re-Wired
09. Man Of Simple Pleasures
10. Switchblade Smiles
11. Neon Noon

Kasabian to brytyjski zespół grający alternatywnego rocka z dodatkiem elektroniki. Pisałam już recenzję ich poprzedniego krążka (tu jest link >klik<), więc więcej informacji o zespole można znaleźć właśnie tam. Dzisiaj przedstawię najnowszy (chronologicznie w dyskografii grupy) album zespołu - "Velociraptor!" [2011].

Pierwszy utwór Let's Roll Just Like We Used To wprowadza słuchacza w lekko melancholijny klimat płyty. Utwór ma prostą, lecz specyficzną melodię, która szybko wpada w ucho. Pod numerem drugim mamy rewelacyjny kawałek Days Are Forgotten. Od razu "rzucił mi się w uszy" nieprzeciętny chórek, który słyszymy na początku piosenki i przy refrenie. Pod koniec zwrotek pojawiają się rymowane linijki, co w muzyce Kasabian pojawia się nieczęsto. Utwór od początku do końca jest niesamowity, a składa się na to wiele czynników, m.in.: brzmienie gitary, wokal oraz bit. Wszystko jest idealne. Goodbye Kiss to pozytywny, lekki i przyjemny utwór, który jest małą odmianą po dwóch pierwszych kawałkach. Muszę przyznać, że na początku nie miałam piosenki za tak dobrą i przyjemną, za jaką uważam ją teraz. Teraz nie rozumiem, jak mogłam za nią nie przepadać. La Fée Verte w wykonaniu gitarzysty zespołu [Sergio Pizzorno] brzmi nieco psychodelicznie. Idealnym dopełnieniem jest tutaj gitara akustyczna zamiast elektrycznej i skrzypce w tle. Tytułowy utwór Velociraptor! jest dynamiczny i skorzystano tutaj z niewielkiej ilości elektroniki, a więc nic dodać, nic ująć. Jeśli chodzi o melodię, powiedziałabym, że słychać wpływy punku. Kawałek jest bardzo chwytliwy i ogółem świetny. Acid Turkish Bath (Shelter From The Storm) to drugi, lecz nie ostatni numer, gdzie wokal przejął Sergio. Utwór ma miejscami nieco orientalne brzmienie, a partia skrzypiec jest po prostu genialna. Kawałek jest moim zdaniem psychodeliczny, bo nie potrafię się w nim doszukać niczego pozytywnego, co wcale nie obniża wartości piosenki. Numer ma 6 minut, ale ani trochę nie jest nudny, ponieważ jest dosyć rozbudowany i bardzo go za to cenię. I Hear Voices jest jednym z utworów, które zawierają większą dawkę elektroniki. Kawałek jest nieco dołujący, ale niezwykle efektowny. Ma nieskomplikowaną melodię i dozę elektroniki, która podkreśla całość. Re-Wired to jeden z numerów brzmiących pozytywnie, których nie ma wcale aż tak dużo. Piosenka, chociaż nie jest taka znowu szybka, jest dynamiczna i wykonana z rozmachem. A brzmi przy tym naprawdę rewelacyjnie. Man Of Simple Pleasures to dosyć lekki, choć nieco przytłaczający utwór. Moją uwagę przykuło ciekawe zakończenie piosenki. W Switchblade Smiles wykorzystano porządną dawkę elektroniki, ale to tylko podkreśliło niezwykły charakter utworu. Można powiedzieć, że w pewien sposób jest to najcięższy lub najmocniejszy kawałek zespołu. Album zamyka spokojne Neon Noon, gdzie wokal znów przejął gitarzysta, a głos ma niegorszy niż wokalista. Sam utwór jest świetnym zakończeniem.

Z tego co wiem "Velociraptor!" jest najbardziej lubianym przez fanów albumem Kasabian. Czy słusznie? Owszem. Nie można odmówić płycie przebojowości. Każdy utwór jest specyficzny, a jest ich jedenaście, więc myślę, że postrzeganie całości jako dzieła sztuki nie będzie błędem. W muzyce Kasabian bardzo podoba mi się częste wykorzystanie instrumentów smyczkowych oraz to, że zespół nie opiera się tylko na elektronice, ale jest ona w ich twórczości jedynie ozdobnikiem. Muzyka zespołu jest lekko melancholijna w typowy dla nich sposób i jest oryginalna, ma charakter. Im dłużej słucham Kasabian, tym głos wokalisty [Tom Meighan] jest bardziej specyficzny i rozpoznawalny. Muszę wspomnieć, że za wszystkie utwory zespołu jest odpowiedzialny gitarzysta, Sergio Pizzorno. Z resztą nie tylko za utwory, ale też za elektronikę i partie skrzypiec. Z tego wynika, że facet jest geniuszem, który czuje muzykę. Wracając do podsumowania albumu, w swojej recenzji nie jestem w stanie objąć jego majestatu. Idealny, nic dodać, nic ująć. Jeśli chodzi o młodsze zespoły rockowe, stawiam właśnie na Kasabian.
Moja ocena: 10/10. Polecam!

15 komentarzy:

  1. Musze sięgnąć po ich muzykę
    Myślę, że mi sie spodoba
    Zapraszam na http://The-Rockferry.blog.onet.pl, gdzie pojawiła się ostatnia, 4. część podsumowania 2012 roku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowa notka na http://true-villain.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło, że zachęciłam Cię do MM, mnie jak zachęcili to stałam się wielką fanką! :D Jak masz jakieś pytania dotyczącego niego to pisz ^.^

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Kasabian całym sercem! I w 100 % zgadzam się z Twoją recenzją :)
    PS zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na NN na http://prixie.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam żadnej ich płyty w całości, ale pojedyncze single całkiem mi się podobają :)
    Nowa notka (fizzz-reviews.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie NN, zapraszam, pozdrawiam i przepraszam za długą nieobecność. Postaram się wszystko nadrobić :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nowy post na http://The-Rockferry.blog.onet.pl, gdzie ukazała się recenzja "Pardise (EP)" Lany Del Rey

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasabian nigdy do mnie specjalnie nie przemawiał, ale może kiedyś się skuszę :) Na razie zapraszam na NN na omuzycesubiektywnie.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nowa recenzja: "The Sea" Corinne Bailey Rae (fizzz-reviews.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nowa notka na: http://true-villain.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie recenzja, zapraszam i pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapraszam na nowy post na http://The-Rockferry.blog.onet.pl. A w nim recenzja płyty "Here We Go Again" Demi Lovato.

    OdpowiedzUsuń
  14. Faktycznie duzo ważnych recenzji mnie ominęło. przeciez ja tak KOCHAM ten album! :p no cudny jest po prostu. w ogóle moja przygoda z Kasabian zaczęła się od "Days are forgotten" i to właśnie te charakterystyczne chórki zwróciły moją uwagę. a potem to juz poszło. "Switchblade smiels", "re-wired" (no i ten czerwony poczciwy polski maluch w klipie :p) itd. Cała płyta jest świetna i ma dokładnie to co lubię w muzyce. Gitarę, elektroniczne dźwięk, melodyjność i skrzypce gdzie potrzeba. Jeśli ktoś jest fanem, a nie ma jeszcze ich żadnego krążka, to myślę, że obok płyty "West Rider Pauper Lunatic Asylium" jest to kolejna absolutnie obowiązkowa pozycja, bo te dwa krążki chyba najlepiej pokazują możliwości zespołu. Przypominam, że blog przeniosł się jeszcze raz ;p nowy (i mam nadzieję ze juz stały)adres to peggyandmusic.wordpress.com :)

    OdpowiedzUsuń